niedziela, 16 kwietnia 2017

Diupa, czyli powrót do Miętowej

Jakiś czas temu mogliście przeczytać moją recenzję „Wszystko, tylko nie mięta”, czyli pierwszej części serii „Miętowa”, a także części  siódmej („Ogon Kici”). Po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do niej i wypożyczyłam „Diupę”, kolejną książkę opowiadającą o typowej warszawskiej rodzinie i jej typowych problemach, a także kolejną książkę bez specjalnego morału, ale którą czytało się całkiem przyjemnie.

Tytuł: Diupa
Autor: Ewa Nowak
Liczba stron: 216
Kategoria: młodzieżowe

„Diupa” to historia skupiająca się głównie, na Wiktorze i Wiktorii Rybackich (tak, ich rodzice też mają imiona, których pierwsza litera to „W”), zmagają się z wieloma ciężkimi problemami, oczywiście na główny plan lądują te uczuciowe. Nie mogę również nie wspomnieć o tytułowej Diupie, która pierwszy raz pojawiła się na balkonie pewnej rodziny i zmieniła naprawdę wiele, a ponadto jest bardzo fajną postacią (ciekawe kto się domyśli kim ona naprawdę jest, podpowiedź, znajduje się na okładce :p).

Pod względem niefabularnym, a stylowym książka wypada całkiem dobrze, bo styl wcale nie jest ciężki, ale (zawsze musi być jakieś „ale”) nie wolno przeginać, owszem nie lubię opisów na dwie strony, ale jeśli co chwilę jest przerwa i akcja dzieje się gdzieś indziej to jak dla mnie przegięcie w drugą stronę. Nie pamiętam, czy inne części też są tak samo napisane (w ten sposób podzielone), a nawet jeśli to  nie przypominam sobie, aby mi to zbytnio przeszkadzało, ale teraz rzuciło mi się to w oczy. Nie jest to wygodne z wielu względów, po pierwsze chciałabym się dowiedzieć co dalej jak się coś ważnego wydarzyło, ale najpierw muszę przejść przez nie aż tak interesujące wątki. Druga sprawa - jeśli chciałabym sobie coś przypomnieć, to ciężko to znaleźć, a chyba każdy czasem zapomina paru faktów (zwłaszcza, gdy książka nie ma dawać do myślenia, ale bardziej rozluźniać). Po za tym myślę, że warto zwrócić uwagę na bardzo wiele starych (przynajmniej dla mnie) słów, ale to chyba mogę wybaczyć, bowiem wydanie, które czytałam ma aż 15 lat! Pewnie na wielu to wrażenia nie robi, ale jak dla mnie język się troszkę zmienił.

„Zawsze chciałam, żebyś umiała pływać, jeździć na rowerze, nartach, żebyś kochała czytać, miała poczucie humoru, umiała zrobić zupę i upiec ciasto. To wszystko są takie rzeczy do kuferka. Nigdy nie wiadomo, co ci się przyda. A nauka jest najważniejsza z tych rzeczy.”

Oprócz rodziny Rybacki, mamy okazję poznać również znajomych Wiktorii i Wiktora (szczególnie tych najbliższych sercu), wujostwo czy babcię, która skrywa ciekawą przeszłość. Specjalnie żadnej z postaci poznać nie mogłam, oczywiście trochę jestem w stanie powiedzieć na ich temat, ale niewiele. 

Jak już wcześniej wspominałam nie jest to arcydzieło, które będzie człowieka męczyć po nocach, ale książka, która ma na chwilę odciągnąć nas o normalnego życia i raczej nie zostanie na długo w pamięci. Myślę, że pomimo tych przerw, które utrudniały mi poznawanie fabuły (choć z jednej strony mogą być całkiem przydatne, dla kogoś kto nie umie przerwać książki w środku akcji, tylko musi czekać do przerywnika) sięgnę po trzecią część. Czasem warto sięgnąć po coś lżejszego, więc jeśli masz ochotę dowiedzieć się co nieco o Rybackich to zrób to! 

Cytat pochodzi z książki "Diupa" Ewy Nowak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz dziękuję!