Przejdź do głównej zawartości

Ostatnio czytane #4 (głównie lektury szkolne, ale nie tylko)

Jestem naprawdę beznadziejną blogerką. Przychodzę z postem urodzinowym, a potem miesięczna cisza. Być może jestem jedyną osobą, która nie spodziewała się, że maturalna klasa będzie aż tak czasochłonna. Choć w sumie spodziewałam się, ale nie spodziewałam się tak okropnego rozkładu jazdy. Jeżdżę już trzeci rok i nigdy nie pochłaniały one aż tylu czasu. Niby w czasie oczekiwania mogę chwycić za książkę i czytać. Jednak wierzcie lub nie, ale po wyczerpującym dniu chciałabym być już po prostu w domu. Właściwie to tylko narzekam, a wcale nie to miałam na celu. We wrześniu wpadłam w nową rutynę, szkoła, szczególnie matma, i spanie, to pochłaniało mi najwięcej czasu. A i jeszcze lektury szkolne. I nie było mi z tym źle. Nawet na seriale nie miałam chwili, ale do czasu. Ostatnio mnie coś złapało. Żyjemy w takich czasach, że lepiej nie wychodzić z żadnymi chorobowymi objawami na zewnątrz, więc ze zwykłym (mam nadzieję) przeziębieniem siedzę w domu. I trochę się lenię, bo jednak teraz nie trzeba jechać do szkoły, nie trzeba siedzieć w szkole, a nadrabiam tylko to co istotne. I teraz oglądam, czytam i trochę czasu marnuję. Ale przypomniałam sobie wreszcie o blogu (tak naprawdę, to nigdy o nim nie zapomniałam), ogarnęłam sobie centrum dowodzenia w łóżku (bo poza lekarstwami, muszę tam spędzać swoje dni) i postanowiłam podsumować przeczytane lektury. :)

1. "Wesele" Stanisław Wyspiański

Bez wątpienia jedna z gorszych lektur jakie czytałam, a w swoim całym szkolnym życiu zapoznałam się z prawie wszystkimi lekturami. I to nie jest tylko to, że preferuję prozę. Ja po prostu nie widzę tej głębi, którą ten dramat niesie. Bez omawiania go w szkole w ogóle nie doszłabym do tych istotnych nawiązań i interpretacji. Chyba po prostu jestem czytelnikiem, który woli mieć coś napisane takie jakie jest, a nie ubrane w specyficzne słowa czy sceny. I pewnie istnieniu jakiejkolwiek nici sympatii z tą lekturą, przeszkadza fakt, że ja MUSZĘ znać tę konkretną interpretację, a nie żadną inną, bo inaczej to troszkę rozmijam się z kluczem. 

2. "Zbrodnia i Kara" Fiodor Dostojewski

Teraz o pozycji, która udowodniła mi, że podświadomie uważam, że czytanie ebooków jest wygodniejsze, szczególnie w przypadku kolosów. Bo czytnik zajmuje mniej miejsca i zmieści się do torby (choć i tak noszę masę innych rzeczy, że kończy się na plecaku, a nie na cudzie z mojej kolekcji). Ale to nie jedyny plus. Można edytować czcionki! Nie wiem, czy każdy tak ma, czy tylko ja i czy może wynika to z mojej wady krótkowzroczności, ale znacznie wolniej czyta mi się książki napisane małą czcionką, a te książki z opracowaniami od Grega mają naprawdę małe czcionki! Więc choć miałam egzemplarz z biblioteki, to i tak postanowiłam zakupić za tę parę złotych (jak dobrze, że klasyka jest zazwyczaj w dość fajnej cenie) wersję elektroniczną. Jedyny minus to taki, że ebook okazał się baaardzo spolszczony. Co prawda nie przeszkadzało mi to w opisach miejsc, ale już w przypadku postaci było to mylące, bo z Soni powstała Zosia. Ale co Ty Kasia tutaj piszesz, kogo interesują te anegdotki, może o lekturze napiszesz. Dobrze, wiec teraz o lekturze. Wiele osób uważa, że Zbrodnia i Kara jest najlepszą lekturą jaką czytali, ja wolałam się nie nastawiać na fajerwerki, i słusznie, bo mojego serca nie podbiła, ale bardzo mi się spodobała. I myślę, że naprawdę warto ją przeczytać i nie zrażać się jej objętością. Pewnie wszyscy wiedzą, że zawiera ona motyw zbrodni, ale warto dodać, że nie sama zbrodnia jest najważniejsza, a cała otoczka psychiczna jej towarzysząca. Ile razy w książce ktoś kogoś zabija i jakby nigdy nic żyje dalej tak samo jak wcześniej, a przecież to nierealistyczne. W Zbrodni i Karze tego nie doświadczycie. Cenię ją też za wielowątkowość, bo okazuje się, że zbrodnia, to nie jest jedyny temat wokół, którego się ta lektura kręci. Powtórzę się, ale naprawdę myślę, że warto się z nią zapoznać.

3. "Chłopi, Część pierwsza - Jesień" Władysław Reymont

Przeczytałam i trochę przesłuchałam też (jeśli nie macie czasu, to naprawdę polecam audiobooki lektur na przyśpieszeniu, niektóre wybieram na 2x, ale czasem jest to za szybko, wtedy decyduję się na przykład na 1,75x, trzeba samemu ocenić czy się rozumie, warto też czasem śledzić tekst książki, aby więcej zapamiętać, u mnie się sprawdza, ale może ma na to też wpływ, że naprawdę szybko mówię i nawet w zwykłych podcastach na Spotify zmieniam szybkość, musicie spróbować sami). I Chłopi okazali się niemałym zaskoczeniem, bo naprawdę mi się podobało! I pewnie gdybym miała więcej czasu (i gdyby moja Pani z polskiego nie zaspoilerowała), to sięgnęłabym od razu po kolejne tomy, a tak to zostawiam to do zrobienia starszej wersji siebie. I w sumie jak tak teraz się zastanawiam to w Chłopach nie dzieje się za dużo, a zarazem trochę dzieje. Głównie znajdziecie opisane tutaj typowe relacje chłopskie, pojawia się też romans, pokusiłabym się o stwierdzenie, że nawet trójkąt miłosny. No jakby nie patrzeć, to Chłopi wcale tak bardzo nie odbiegają od współczesnych obyczajówek, troszkę język inny, ale do tego też idzie się przyzwyczaić. Dlatego uważam, że Chłopom warto dać po prostu szansę, przynajmniej tomu pierwszemu, bo o pozostałych nie mogę się wypowiadać. Warto też pamiętać, że to właśnie za tę historię Reymont dostał Nobla!

4. "Kości skryby" i  "Rycerze Krystalii" Brandon Sanderson

Co tu dużo mówić, dalej brnę w autobiografię Alcatraza. Myślę, że najciekawsze dla Was będą moje wrażenia, po tomie pierwszym, bo mogę mówić o wszystkim na co mam ochotę nie obawiając się, że zdradzę coś z tomu poprzedniego, znajdziecie je tutaj. A jeśli już macie pierwszą część za sobą, to sami wiecie jakie to dobre i pewnie kontynuujecie nie zważając na opinie innych. Ja mogę tylko dodać, że te trzy tomy, które czytałam, utrzymują naprawdę wysoki poziom, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że występuje tutaj tendencja rosnąca. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem, że plot twisty wciąż potrafią mnie zaskoczyć, bo po prostu nie są schematyczne. I pewnie będę się powtarzać, ale jeśli ktoś nie czytał mojej recenzji tomu pierwszego, to warto nadmienić, że jeśli znacie jakichś młodszych czytelników albo jeszcze nie-czytelników, to koniecznie im podrzućcie tę lekturę! Choć starszy odbiorca również powinien być usatysfakcjonowany.

5. "Współlokatorzy" Beth O'Leary

"Współlokatorzy" to przyjemna książka z gatunku New Adult. Nie wyróżniająca się szczególnie. Dość przeciętna, ale miło się ją czytało. Taka, o których najtrudniej się pisze, bo nie ma się do czego przyczepić, ani specjalnie co wychwalać. Bardzo ciekawił mnie motyw dzielenia jednego pokoju i nie widzenia się. Wiedziałam, że to nie może trwać całą książkę, ale dość szybko się to skończyło. Warto również zaznaczyć, że książka porusza temat toksycznych związków.

6. "Kasztanowy ludzik" Soren Sveistrup

Już prawie zapomniałam, że zapoznałam się z tą historią (sami możecie wyciągnąć z tego wnioski). Pamiętam, że słuchałam jej przy remoncie własnego pokoju i pamiętam, że jest to pierwsza, spotkana przeze mnie książka w której bohaterzy grają w League of Legends. I ja oczywiście totalnie zaciekawiona, bo sama gram, ale po przeczytaniu mam wrażenie, że ja jednak grałam w zupełnie inną grę, jedynie słownictwo było wspólne. Być może autor chciał być na czasie, więc wybrał jedną z popularniejszych gier z okresu pisania książki. Pewnie Was to nie interesuje, ale ja chciałam dać znać, że chętnie poznałabym odczucia kogoś, kto też gra i zapoznał się z tą historią. Ale wracając do ogólnych wrażeń, zazwyczaj nie sięgam po thrillery, bez szczególnej przyczyny w sumie, a choć ten momentami mi się dłużył, to jednak w gruncie rzeczy był ciekawą historią.

Wyszło jednak dość sporo książek niebędących lekturami szkolnymi, ale niech Was pozory nie zmylą, tylko jedną z nich udało mi się przeczytać we wrześniu. Pozostałe po prostu nie załapały się na poprzednie podsumowanie. Nie mam pojęcia o czym będzie kolejny post i czy w ogóle się pojawi, więc nie będę nic obiecywać, ale w wolnej chwili będę chciała coś tutaj naskrobać.

A Wy czytaliście może ostatnio coś ciekawego? Albo kojarzycie wspomniane tutaj książki?

Komentarze

  1. Och, te wspomnienia z czasów liceum! Pamiętam, jak w trzeciej klasie nadrabiałam lektury, a i tak wielu nie przeczytała, np. Chłopów czy Zbrodni i kary. Z perspektywy czasu cieszę się, że nasza polonistka tak szczegółowo omawiała te lektury, bo moja niechęć do czytania niektórych raczej by mi nie pozwoliła osiągnąć takiego wyniku na maturze, jaki w rezultacie miałam. Życzę Ci wytrwałości w czytaniu tych książek! Trzymaj się, potem najdłuższe wakacje życia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zbrodnia i kara" była w moim przypadku na dobrej drodze do dostania się na listę lektur niedających się czytać, ale gdy przebrnęłam przez pierwsze 50 stron, okazało się, że to jednak dobre książka!
    W przeciwieństwie do "Chłopów", którzy mnie pokonali.
    "Wesele" jest bardzo specyficzną lekturą, bo to taki fantastyczny dramat oparty na faktach i wywołuje on trochę dysonans poznawczy ;<

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Za każdy komentarz dziękuję!
Staram się odwiedzać wszystkich moich czytelników!

Warto zajrzeć!

Narnia - niezwykła kraina, cieniem prawdziwej Narnii

Dziś opowiem Wam co nie co o ''Opowieściach z Narnii'' autorstwa C.S.Levisa. Nie będzie to recenzja, ale luźna opinia. Zacznę może od tego, że pierwszy raz spotkałam się z tymi książkami, a właściwie tylko z pierwszą z nich, w podstawówce, była moją lekturą i z czego pamiętam spodobała mi się (co potwierdza, że lektury nie są złe!). Gdzieś mi się o uszy obiło, że są kolejne części, ale specjalnie mnie do nich nie ciągnęło. Pewnie każdy słyszał o pierwszej części, drugiej części może trzeciej (chociażby za sprawą filmów), ale kto nie drążył tematu nie dowiedział się o pozostałych również wartościowych. Nie mogę zdecydować, która z nich mi się spodobała najbardziej, bo pomimo tego, że wszystkie w tym roku ''odświeżyłam'' to jednak czytałam je z przerwami. Postaram się jednak napisać co nieco o każdej z nich i mam nadzieję, że jeśli ktoś nie czytała to sięgnie po tą serię, a jak czytał to do niej wróci. I nie patrzcie na wiek, bo ja też nie jestem już tak…

Antybohater w literaturze dziecięcej

Mieliście tak kiedyś, że za dzieciaka nie sięgnęliście po zachwalaną serię, bo nie mieliście pojęcia, że istnieje, i wiedząc, że wielu ludzi zaczytuje się w niej po dziś dzień, postanowiliście zrobić to teraz? Ja miałam tak ze Zwiadowcami i niestety rozczarowałam się. Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że to jest naprawdę w porządku historia, ale czułam to, że jest ona skierowana do młodszego czytelnika i nie potrafiłam się przy niej bawić. I myślę, że gdybym czytała ją parę lat wcześniej albo teraz po raz drugi, z sentymentem, to mogłabym być kolejną fanką Johna Flanagana. I sądziłam, że nie znajdę nic w literaturze dziecięcej, co by przypadło mi do gustu, jednak dzisiaj przychodzę z dowodem na to, że da się napisać książkę dla dzieci, która oczaruje dorosłych.
Dodam jeszcze, że od Brandona Sandersona nic innego nie czytałam, więc nie znajdziecie tutaj żadnych porównań do innych jego dzieł, ani nic w tym stylu. Postanowiłam zacząć właśnie od tej serii przygodę z nim, bo nie łączy się ona…