niedziela, 25 września 2016

Jesień - fajna czy niefajna?

Wiele osób ma swoją ulubioną porę roku (osobiście sądzę, że wszystkie mają w sobie to ''coś''). Jedni lubią zimę, inni lato, jeszcze inni wiosnę, a ci najmniej liczni (jest to moje wrażenie) lubią jesień. Dlaczego, po mimo tego, że ta pora ma w sobie ogromny urok nie jest doceniana? Dzisiaj przedstawię 6 argumentów, dlaczego jesień jest fajna (dlaczego właśnie 6? A ile liter ma ''jesień''? :D)!


1. Pogoda

Chyba nikt nie lubi upałów kiedy siedzi i musi się uczyć, pracować itp. Człowiek się cały od potu lepi, męczy się i myśli tylko o tym jak fajnie byłoby wyjść na dwór. Z kolei zimowe mrozy też nie są fajne, chyba każdy z Was miał taką sytuacje, że ubrał się niestosownie do pogody, a potem marzył tylko o gorącym kaloryferze.

A w jesień? Nie za ciepło, nie za zimno, po prostu w sam raz! Może jedynym minusem są deszcze, choć pewnie większość osób je lubi, szkoda tylko, że padają akurat wtedy, kiedy człowiek chce być suchy, np. siedząc w szkole :P. W końcu zawsze są jakieś minusy.

sobota, 17 września 2016

Jeszcze wakacyjnie, czyli "Ogon Kici"

Dzisiaj, przychodzę do Was już nie z ciężką literaturą, czy fantastyką, ale czymś lekkim. Jest to 7 część cyklu ''Miętowa'' pani Ewy Nowak, ale pierwsza którą czytałam. Dlaczego nie zaczynam od początku? Książka ta została mi pożyczona, a po za tym mam wrażenie, że części te nie wiele mają wspólnego jeśli chodzi o bohaterów, ale mogę się mylić, póki co jeszcze innych nie czytałam (ale z pewnością po nie sięgnę, już nawet widziałam je na półce w bibliotece! :D).

Zdjęcie robione późno,
 dlatego wybaczcie nienaturalne światło

Tytuł: ''Ogon Kici''
Autor: Ewa Nowak
Liczba stron: 288
Kategoria: młodzieżowe
Wydawnictwo: Egmont Polska

Książka opowiada o przygodach tytułowej Kici, czyli maturzystki Anny Sawickiej, w czasie lata. Z początku miała pojechać na obóz harcerski, ale po spotkaniu z Dawidem wszytko się zmieniło... Co się stanie jeśli nastolatka zadurzy się w starszym mężczyźnie? Jak zareagują na to inni? Kicia wie o tym bardzo dobrze, a po za tym ma jeszcze wielu zalotników, którzy nie ułatwiają jej życia... Z pozoru fajnego obozu surwiwalowego, tworzy się dla Anny istny koszmar! Na szczęście są osoby, które mogą i starają się jej pomóc, tylko co zrobić jak ktoś od nas jej nie chce? 

"Jej stan ducha bowiem był tak marny, że nie postawiłaby trzech groszy na to, że jutro jej serce będzie nadal bić"
                                                  "Ogon Kici"  Ewa Nowak

piątek, 16 września 2016

''Szkarłatna Dżuma'', czyli książka nie z tego stulecia

Na wstępie chciałabym wyjaśnić dlaczego tytuł jest taki, a nie inny. Mianowicie w moim egzemplarzu jest napisane, że to poprawiona wersja wydania z 1927 roku, aczkolwiek przeszukując sieć znalazłam również, że ona jest jeszcze starsza, a także informacje, że jest to opowiadanie, ale potraktuje to jak książę. Pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę, jeśli się nie mylę, w podstawówce, na początku. Ciągnęła mnie do niej okładka, zwłaszcza ta osoba na pierwszym planie, pomyślałam, że to fajna przygodówka. Nawet nie wiecie jak się pomyliłam. Może gdybym zdała sobie sprawę co jest na dalszych planach odłożyłabym ją na potem. Pamiętam tylko, że emocje po przeczytaniu we mnie buzowały, zwłaszcza strach. Postanowiłam przeczytać ją jeszcze raz, aby się ''na świeżo'' z Wami podzielić moją opinią.



Tytuł: ''Szkarłatna Dżuma''
Autor: Jack London
Liczba stron: 76
Kategoria: fantastyka
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza SAWA

Książka jest opowieścią dziadka skierowaną do wnuków, ale występuje narrator trzecioosobowy. W 2012 roku (dla autora to była przyszłość) wybuchła epidemia Szkarłatnej Dżumy, w czasie której zginęła większa część ludzkości. Z rozważań starca wynika, że w Ameryce pozostało około 400 osób. Te, które przeżyły założyły rodziny i żyją jako pierwotni ludzie, bo z cywilizacji niewiele pozostało. 
Dziadek za namową dzieci opowiada im jak wyglądały czasy w czasie epidemii, jak wyglądała śmierć, co się działo w mieście, a jego opisy są tak realne, że można to sobie wszystko wyobrazić. Zwłaszcza to co by było, gdyby nie było prawa, policji (stąd płonące miasto na okładce). Czasami jego opowieść przerywają zniecierpliwione wnuki, które wiele nie rozumieją z jego gadaniny.

czwartek, 15 września 2016

"Kroniki krwi", czyli druga recenzja

 Książkę pożyczyła mi kuzynka. Z początku byłam do niej trochę negatywnie nastawiona, okładka nie trafiła do mego gustu, jedynie styl cierni i róż mi się spodobał. Pewnie bym po nią nie sięgnęła, a szkoda, bo książka ciekawa i pouczająca.





Tytuł: ''Kroniki krwi''
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 416
Kategoria: fantastyka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 Na wstępie dodam, że nie czytałam ''Akademii Wampirów'' tej samej autorki i wiele rzeczy, na początku, nie rozumiałam, być może były właśnie w niej opisane. Lektura zajęła mi około 4 dni i muszę powiedzieć, że pierwsze rozdziały szły mi bardzo mozolnie, ale jeśli uda się przez nie przebrnąć, to dopiero zacznie się akcja...

wtorek, 6 września 2016

Karty, karty i jeszcze raz karty!

Dzisiaj krótko, ale treściwie! Tematem dzisiejszego posta są karty! Nie będę tu mówić o takich grach karcianych jak ''Prawo Dżungli'' czy ''Dominion'' (Choć obie są moimi faworytami! Gorąco je polecam. :P), ale zajmę się klasycznymi kartami (tymi z Królikiem, Damą i Waletem :)) Wszyscy znacie pewnie takie gry jak ''Piotruś'' i ''Pasjans''. Nimi dzisiaj też się nie będę zajmować, tego pierwszego wszyscy znają (niech się nie przyznaje ten kto nie zna!), a tego drugiego ... no chyba wygodniej na komputerze, bo zawsze można cofnąć... :))
Tak, więc zacznę od ...

1. Remik
Przykładowa rozgrywka Remika
Gra znana, aczkolwiek, pewnie nie wszystkim. Polega na pozbyciu się wszystkich kart poprzez wyłożenie sekwensów i grup. Oczywiście zawsze są zasady, które z łatwej gry robią trudniejszą, tj w tym przypadku próg wynoszący 51 oczek - tyle trzeba, aby wyłożyć się pierwszy raz. Jest to gra przyjemna i szybka. Naprawdę bardzo rzadko się powtarza, bo jest ogromna ilość kombinacji (jeszcze nie pamiętam, aby mi się powtórzyła). Umiejętności potrzebne do gry? Liczenie i logiczne myślenie (zdecydowanie więcej tego drugiego). Ilość graczy? Minimum dwóch. Co jest potrzebne do gry? Dwie talie klasycznych kart i trochę czasu i dobrego nastawienia!
Dla osób, które chciałyby przeczytać dokładniejsze zasady tej gry zapraszam tutaj.

piątek, 2 września 2016

Kuzynki Kruszewskie, czyli pierwsza recenzja na tym blogu!

Dzisiaj zamierzam Wam napisać o serii z gatunku fantastyki, polskiego autora Andrzeja Pilipiuka, chodzi o ''Kuzynki''. Kiedyś czytałam drugą część (nie wiedziałam, że to seria) i powiem szczerze, że mnie zaintrygowała, ale wiele rzeczy nie zrozumiałam, może dlatego, że byłam za młoda albo dlatego, że nie czytałam pierwszej części, a może jedno i drugie. Po mimo tego, że naprawdę rzadko kiedy czytam książki napisane przez naszych rodaków i te, które kiedyś czytałam, postanowiłam po nią sięgnąć i ta naprawdę przypadła mi do gustu i dlatego postanowiłam się  z Wami podzielić moją opinią o tej serii.
Źródło; część pierwsza
Źródło; część druga
  Na początku w skład tej serii wchodziły trzy pierwsze książki (można rozpoznać po okładkach, które ;)) po dziewięciu latach została napisana czwarta. I przyznam szczerze, że najbardziej podobała mi się te początkowa trylogia. Dodam jeszcze, że w skład ''Zaginionej'' wchodzą jakby dwie opowieści, tytułowa ''Zaginiona'' i ''Czarne skrzypce'', które mocno mnie zaintrygowały.
  Teraz przejdę do samej treści, czyli co mi się spodobało, a co nie. Akcja dzieje się głównie w współczesnej Polsce, w której żyją PRAWDZIWI alchemicy. Seria opowiada o losach trzech kobiet, Katarzynie Kruszewskiej, agentce CBŚ i Stanisławie Kruszewskiej, alchemiczce oraz o Monice Stiepankovic, która jest prawdziwą księżniczką i... No właśnie, kim jeszcze? Nie będę spoilerować, liczę, że dowiecie się tego sami! Postacią, która również często się pojawia jest Michał Sędziwój, polski alchemik.

czwartek, 1 września 2016

Różowy kot, czyli o mojej mulinowej przygodzie

Naprawdę dobry zespół muzyczny! :)
Dzisiaj już pierwszy dzień roku szkolnego, a tymczasem ja chciałam się z Wami podzielić moją pasją! Od dawna szukałam czegoś czumu mogłabym się poświęcić i prawie mogę powiedzieć, że znalazłam to jakiś rok temu. Został podrzucony mi pomysł o ''Bransoletkach przyjaźni'', czyli zrobionych z muliny.
Spodobał mi się, bo mulina jest taka delikatna i przyjazna, w sam raz na bransoletkę (niestety nie znam żadnego synonimu tego wyrazu). A co najważniejsze to wcale nie jest takie trudne, wystarczy tylko robić supełki w lewo lub prawo. Może trochę monotonne, dlatego dla mnie, jako osoby porywczej, jest to ''prawie'' pasja, bo po mimo tego, że lubię tworzyć z muliny, to nie mogłabym tego robić cały czas bez przerwy, ale od czasu do czasu mam taką ochotę, aby stworzyć coś własnego. Jako iż sama zazwyczaj nie noszę bransoletek, robię również breloczki (np. ten z różowym kotem).