Przejdź do głównej zawartości

O najdziwniejszym roku słów kilka

Kiedy dowiedziałam się, że moi bracia wybierają się na wycieczkę pociągami po Bałkanach, wiedziałam, że też chciałabym kiedyś przeżyć coś takiego. Może nie w aż tak spartańskich warunkach, jednak dłuższe jazdy pociągiem mają coś w sobie. Zawsze preferowałam jazdę pociągiem od innych środków transportu, dlatego wiele razy zjechałam Polskę tam i z powrotem, z północy na południe. Jednak to nie ta sama nutka adrenaliny, co podróżowanie po Europie, po obcych dworcach i z obcymi językami wokół siebie. I w roku 2020 wreszcie mi się to udało (o czym więcej poniżej), dlatego postanowiłam upamiętnić ten rok podsumowując go w nietypowej dla mnie formie. Uprzedzę tylko, że będzie bardzo dużo prywaty, ale mam nadzieję, że przedstawionej w ciekawy sposób. Proszę wsiadać, bo odjeżdżamy!

Jedno z pierwszych zdjęć jakie zrobiłam, jezioro w centrum Zurychu, coś niebywałego.
Przystanek 1 - prawie maturzystka, czyli życie osiemnastolatka bez osiemnastek

Jeśli jeszcze tego nie wywnioskowaliście z tego co tu piszę, to zaznaczę to teraz, nie jestem zabawowym zwierzem! Oczywiście, że lubię zabawić się w znanym towarzystwie, jednak nie ciągnie mnie do tego aż tak szczególnie. Z tego też powodu raczej w ciągu całego swojego życia miałam małe grono znajomych i to z nimi się trzymałam. Musicie uwierzyć, że moje zdziwienie było naprawdę ogromne, gdy poszłam do liceum i poznałam tam świetnych ludzi (zdecydowanie najlepsza klasa w całej mojej edukacji). A tutaj jak na złość pojawia się rok 2020, w swojej całej okazałości, a że mieszkamy dość daleko od siebie (moje liceum znajduje się w mieście wojewódzkim, więc uczą się w nim ludzie z całego województwa), to jest mi po prostu szkoda z braku tego kontaktu. I przypomnienie, że jak jest zbyt dobrze, to to jeszcze nie koniec. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nikt nie miał łatwo, nie chciałabym zmieniać szkoły w tym pandemicznym okresie, ani zaczynać studiów. Patrząc bardziej odpowiedzialnym okiem, z pewnością trudne było odnalezienie się teraz na rynku pracy. A nie wspomniałam jeszcze o ludziach, których bezpośrednio i dotkliwie ten koronawirus dotknął. Choć moja studniówka powinna mieć miejsce w 2021 roku, to już teraz wiem, że jej nie będzie (albo inaczej, nie będzie jej na tych samych warunkach co dotychczas, czyli rzeczywiście te sto dni przed maturą). I pewnie myślicie, że to kolejny upust mojego wkurzenia, ale może Was zaskoczę. Jak wspominałam nie jestem zabawową bestią, a studniówka to jeszcze zabawa z mnóstwem rytuałów. Musisz mieć partnera, musisz mieć sukienkę, musisz mieć buty, koniecznie na wysokim obcasie, nie zapominaj o makijażu i oczywiście o polonezie. Doskonale wiem, że nic nie muszę, jednak ten temat do początku wywoływał we mnie masę stresu, a tu proszę, jeden kłopot z głowy (inna sprawa, że doszło mnóstwo innych).

Przystanek 2 - podróże małe i duże, a właściwie jedna i duża, czyli tam i z powrotem

Jeden akapit to chyba nie tak dużo, ale mam nadzieję, że podkręciłam Waszą ciekawość co do mojej podróży. Postanowiłam odwiedzić mojego brata w Szwajcarii, a że o dziwo koszty samolotu były porównywalne do biletu kolejowego, to postawiłam na tę drugą wersję. Dodam jeszcze, że to nie był taki bilet jaki pewnie macie na myśli, na konkretne pociągi, o konkretnych godzinach. To był bilet wyjątkowy, który jest częścią zabawy, mianowicie pozwala podróżować przez pewną ilość dni, ile chcesz, jak długo chcesz, o której chcesz. Wsiadasz do pociągu i notujesz w specjalnym miejscu, jaka to stacja i nazwę tej na której wysiadasz. Z całą tą podróżą wiązał się pewien stresik, bo co jeśli sobie nie poradzę, tyle kilometrów, przez dwa obce kraje, a co jeśli mój angielski nie jest wystarczający? No właśnie, nic się nie stanie! Najwyżej przeżyję fantastyczną przygodę. Czy wspominałam, że miałam siedemnaście lat (prawie osiemnaście) i podróżowałam sama? To był prawdziwy sprawdzian mojego ogarnięcia i niesamowita przygoda mojego życia. Bardzo doceniłam też czas spędzony z samą sobą, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będę go miała bardzo dużo... Pochwalę się, że chyba wyglądałam na taką pewną siebie, że nawet pewna pani zapytała mnie (o zgrozo po niemiecku, a ja nie rozumiem tego języka), gdzie powinna wysiąść czy coś w tym stylu. I nie było to w Polsce, abym jeszcze miała jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Spokojnie oszczędzę Wam już opisu podróży powrotnej, już się tak nie ekscytowałam (pierwsze razy mają jednak coś w sobie), a jeszcze dodam, że jestem zauroczona Szwajcarią, bo choć miejscem docelowym był Zurych, to jednak dzięki temu super biletowi mogłam spokojnie zjeździć prawie całą (to w końcu dość mały kraj). A że i Wy jesteście w pewnej podróży, to postanowiłam zapewnić Wam widoki z tej małej wycieczki. Na koniec dodam jeszcze, że nigdy specjalnie nie przepadałam za zwiedzaniem, jednak ta podróż to zmieniła (no starzeję się i tyle), polecam szczególnie Free Walking Tour!

Niech Was to słońce nie zmyli, było potwornie zimno, szczególnie w cieniu!
Przystanek 3 - aplikacjowe odrycie

W pierwszym kwartale zeszłego roku poznałam Slowly, aplikację, o której po raz pierwszy wspominałam tutaj. W skrócie, dobiera ona Wam użytkowników na podstawie różnych kryteriów i możecie się wymieniać listami online. Zapytacie, czym to się różni od zwykłego komunikatora? Ano tym, że wiadomości nie dochodzą od razu, w zależności od wielkości odległości, która Was dzieli, czas dostarczenia jest większy bądź mniejszy. No i można zbierać znaczki. Naprawdę fajna sprawa! Myślę, że mój angielski też nie narzekał, w końcu wreszcie mogłam go użyć! Jednak z perspektywy czasu widzę, że sporo osób dość szybko odpuszcza, najdłużej wymieniałam listy z pewną osobą do wakacji, a potem też kontakt się urwał. Ostatni list wysłałam wieki temu i na ten moment nie mam absolutnie żadnej ochoty, aby do tego wrócić, jednak zawsze gdy przypominam sobie o tym epizodzie, uśmiecham się w głębi siebie.

Przystanek 4 - rzeczy z drugiej ręki są cool

Od zawsze miałam problem z używanymi rzeczami, bo się nimi po prostu brzydziłam i teraz proszę nie oceniajcie mnie, a czytajcie do końca. Aby w pełni mnie zrozumieć musicie wiedzieć, że zmagam się z dość specyficzną fobią czystości i to nie polega tylko na tym, że ciągle muszę myć ręce, ale również na tym, że pewne rzeczy są brudne, a pewne czyste. I tyle. Nie potrafię wywalić sobie tej myśli z głowy i natrętnie mnie męczy myśl Kasia idź umyj ręce, to było brudne. Jednak idea nie podążania z nurtem konsumpcjonizmu jak najbardziej do mnie przemawiała i w końcu, za sprawą pewnej osoby, udało mi się przemóc, za co bardzo dziękuję, choć chyba nikt nie wie, że nie dość, że wszystkie lumpowe rzeczy od razu wyrzucam do prania, to również rzeczy, w których byłam na danym podboju. W końcu skoro nie ma przymierzalni, to muszę przymierzać na sobie, a więc mieszam brudne z czystym i wiem, że tego nie rozumiecie jeśli i Wy nie macie takiej fobii, jednak tak to właśnie u mnie wygląda. Może kiedyś będę chciała napisać o tym więcej, jakieś takie wyzwalające jest uczucie dzielenia się tym z obcymi ludźmi, szczególnie, że to że funkcjonuję inaczej nie powinno być żadnym powodem do wstydu. Ale to, że zaburzenia psychiczne to nie są wymysły, to już nie ten ten przystanek.

Zachód słońca w Bernie, nie polecam odwiedzać zimą, bo nie zobaczycie niedźwiedzi!
Przystanek 5 - wielki powrót do gier planszowych

Za dzieciaka uwielbiałam grać w gry planszowe. Mając dwójkę braci i rodziców nietrudno było znaleźć towarzystwo do grania, jednak z czasem dorośli jak to dorośli mają coraz mniej czasu, a że ja jestem najmłodsza z tego grona, to zaczęłam trochę ubolewać nad tym nagłym rozstaniem z tą sferą mojego życia. I tak została mi po tym związku masa gier, a teraz szczególnie w czasie pandemii, one patrzą na mnie i wszyscy wiemy, że ja mam czas by w nie pograć tylko z kim? Na to pytanie nie poznałam odpowiedzi, jednak wielkim zbiegiem okoliczności (to dość długa historia, więc jej Wam oszczędzę) poznałam BoardGameArena jest to strona pozwalająca grać w wirtualne odpowiedniki naszych dobrych znajomych z ludźmi z całego świata. Choć moje konto ma jakieś półtora miesiąca to już udało mi się rozegrać ponad siedemset gier. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że dowiedziałam się, że taka strona istnieje!

Przystanek 6 - czy wciąż z niteczkami mi po drodze?

Oj różnie, to w trakcie tego roku bywało, choć niewątpliwie ten rok był najbardziej płodny ze wszystkich pod tym względem, dlatego oszczędzę Wam zdjęć. Zresztą już nawet części bransoletek nie mam. Przechodziłam tak ogromną fazę na ten typ robótek ręcznych, że nawet ściągnęłam sobie z Allegro mnóstwo kolorów mulinek. I teraz oczywiście stoją odłogiem. 

Sami przyznajcie, że taki widok budzi podziw. ;)

Przystanek 7 - nałogowy Netfliksowiec 

Ile ja czasu spędziłam w zeszłym roku na Netfliksie, to chyba nikt nie jest w stanie ocenić. Ale nie żałuję. 2020 rok to rok, w którym trochę zwolniłam i odpuściłam. W końcu jeśli coś nam nie wyjdzie, nawet jeśli planowaliśmy to od wielu lat i bardzo chcieliśmy tego osiągnąć (a uwierzcie, że miałam jedną taką rzecz i wciąż się przekonuję, że jeśli się nie uda to nic się nie stanie), to zawsze można zwalić na ten paskudny rok. Więc wiadomo, wolałam nadrabiać zaległości filmowe i serialowe. Planuję wrzucić posta z najlepszymi książkami, serialami i filmami (ale nic nie obiecuję), więc wtedy może trochę więcej o tym co ciekawego znalazłam na tym serwisie. 

Przystanek 8 - garść statystyk 

Łączna liczba wyświetleń: 26 105 (było 18 864)
Łączna liczba obserwatorów na blogu: 38 (było 34)
Łączna liczba obserwatorów na na Instagramie: 263 (było 213)
Łączna liczba polubień na Facebooku: 70 (było 39)
Łączna liczba komentarzy: 1035 (było 900)
Łączna liczba postów: 167 (było 148)
Łączna liczba polubień opinii na Lubimyczytać: 621 (nowa kategoria, więc nie wiem ile było :P)
 

Stacja końcowa -  rok 2021

Czego nauczył mnie 2020 rok? Tego, że lepiej nie mieć żadnych oczekiwań względem przyszłości. I dlatego nic nie planuję na rok 2021. Wiadomo, chcę zdać maturę, chcę dostać się na studia, ale chcę też zadbać o siebie i dać sobie tyle czasu ile potrzebuję. Życzę i Wam, abyście wykorzystali ten czas jak najlepiej, trzymajcie się!

Na koniec jeszcze chciałam podziękować Wam za obecność. Nawet jeśli tylko czytacie anonimowo, wiedzcie, że jest mi naprawdę miło! Od zawsze wiedziałam, że z tego pieniędzy nie będę miała, planuję iść inną ścieżką zawodową w swoim życiu, a wszystko co robię z książkami, robię hobbystycznie, dlatego naprawdę mi miło, że kogoś to interesuje, dzięki!

Komentarze

  1. Nie byłam na swojej studniówce, nie żałuję. Z perspektywy czasu, do tych wszystkich osób, które mówiły, że będę żałowała, że nie idę mogę tylko powiedzieć, że o tym, czy się było, czy nie było na studniówce się nie myśli. Bywa to czasami temat rozmów na pierwszym roku studiów, ale poza tym ani moi znajomi, którzy na swoich studniówkach byli i ci którzy nie byli - w ogóle do tego tematu nie wracają. Nawet powiedziałabym, że znam sporo osób, które żałują, że poszły. Także nie ma co czuć presji (tak na przyszłość).

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana piękne widoki, mam nadzieję, że i mi kiedyś uda się pojechać może właśnie i pociągiem po Europie, miłego 2021!

    i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy post! Też wiele czasu spędziłam na Netflixie, odkąd mam tam konto oglądam więcej seriali niż wcześniej. Strona z planszówkami to również moje odkrycie tamtego roku, ja też nie zawsze mam z kim zagrać w gry, a tam mogę grać kiedy chcę. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej, taka wyprawa pociągiem to coś niesamowitego! Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Za każdy komentarz dziękuję!
Staram się odwiedzać wszystkich moich czytelników!

Warto zajrzeć!

Podsumowanie listopada i grudnia

Znowu pustki, regularność to chyba nie jest moja mocna strona, ale mam nadzieję, że nie jest to dla Was aż tak uciążliwe. Wolę pisać o czymś, co rzeczywiście chcę przekazać dalej, aby nie marnować Waszego i mojego czasu. Przyznam, że ostatnio zaczęło mi trochę brakować stukania w klawiaturę, dlatego szykuję parę postów już niebawem. Nie obiecuję, że na pewno się pojawią (nie szukając daleko, od roku zbieram się, aby napisać coś o czytnikach, ale jakoś nie mam czasu by przysiąść), ale myślę, że prawdopodobieństwo tego zdarzenia jest dość spore. Dzisiaj jeszcze nie podsumowanie całoroczne, a takie zwyczajne, krótki przegląd tego co zaabsorbowało mnie ostatnimi czasy.  1. Szachy Przykładowe ćwiczenie z Lichess W poprzednim podsumowaniu wspominałam o mojej małej obsesji serialowej - "Gambicie Królowej". Nigdy specjalnie nie przepadałam za grą w szachy, ale pod koniec listopada, obsesja na punkcie produkcji Netflixa przerodziła się w ogromną chęć grania w tę grę. Nie pamiętam, kie

''Szkarłatna Dżuma'', czyli książka nie z tego stulecia

Na wstępie chciałabym wyjaśnić dlaczego tytuł jest taki, a nie inny. Mianowicie w moim egzemplarzu jest napisane, że to poprawiona wersja wydania z 1927 roku, aczkolwiek przeszukując sieć znalazłam również, że ona jest jeszcze starsza, a także informacje, że jest to opowiadanie, ale potraktuje to jak książę. Pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę, jeśli się nie mylę, w podstawówce, na początku. Ciągnęła mnie do niej okładka, zwłaszcza ta osoba na pierwszym planie, pomyślałam, że to fajna przygodówka. Nawet nie wiecie jak się pomyliłam. Może gdybym zdała sobie sprawę co jest na dalszych planach odłożyłabym ją na potem. Pamiętam tylko, że emocje po przeczytaniu we mnie buzowały, zwłaszcza strach. Postanowiłam przeczytać ją jeszcze raz, aby się ''na świeżo'' z Wami podzielić moją opinią. Tytuł: ''Szkarłatna Dżuma'' Autor: Jack London Liczba stron: 76 Kategoria: fantastyka Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza SAWA Książka jest opowieśc