Przejdź do głównej zawartości

"Coraz większy mrok" Colleen Hoover

Hej, hej! Strasznie tutaj pusto ostatnio, nieprawdaż? Ja wiem, że blogerka ze mnie straszna, bo nie dość, że nie piszę regularnie, to jeszcze jak już obiecuję, to tego nie wykonuję. Ale co się odwlecze, to nie uciecze i drugą część ostatnio przeczytanych lektur jeszcze kiedyś zobaczycie, bo tę moją kartę zaległych recenzji trzeba kiedyś wyczyścić. Mam też wiele ciekawych rzeczy do polecenia, więc podsumowania ostatnich miesięcy też wyczekujcie. ;) Dzisiaj już o książce przeczytanej we wrześniu, w ramach klubu czytelniczego zacytowane. Przede wszystkim chce zaznaczyć, że jest to moja pierwsza książka Collen Hoover, więc nie mogę ocenić tej pozycji na tle innych. Po za tym raczej nie czytam książek tego typu, więc dzisiaj z perspektywy osoby, która wyszła ze swojej strefy komfortu. 


Tytuł: Coraz większy mrok
Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 320
Kategoria: thriller
Wydawnictwo: Otwarte


Lowen Asleigh jest niepopularną pisarką. Pewnego dnia, w dość nieprzyjemnych okolicznościach, poznaje Jeremy'ego Crawforda. Sprawy się komplikują, gdy okazuje się, że mężczyzna chce zatrudnić główną bohaterkę, aby ta dokończyła bestsellerową serię, której nie może skończyć sparaliżowana żona.

Totalnie nie wiedziałam czego mam spodziewać się po tej powieści. W dużym stopniu mnie zniesmaczyła, chyba pierwsza książka, której się to udało swoją drogą, ale koniec końców wystawiłam jej te siedem gwiazdek uznając za całkiem dobrą pozycję z świetnym zakończeniem. Ale po kolei. 

Ciekawym motywem zawartym w tej powieści jest książka w książce. Przez te ponad trzysta stron na przemian śledzimy losy Lowen i maszynopis będący autobiografią Verity Crawford, w którym zaczytuje się główna bohaterka. Dwie całkiem odmienne rzeczywistości. Życie młodej Asleigh jest życiem typowego człowieka, przeżywa różne emocje, ale wszystko w normalnych ilościach, za to historia żony Jeremy'ego jest przepełniona erotyzmem, również ohydnymi zdarzeniami, które odpychały i szokowały, ale zarazem przyciągały. Przyznam, że sceny z Lowen interesowały mnie znacznie mniej niż autobiografia Verity i tylko czekałam aż będę mogła poznać kolejny rozdział maszynopisu, bo było w nich coś diabolicznego, ale także bardzo, bardzo ludzkiego, od tej złej strony, do której każdy z nas woli się nie przyznawać.

Świetną sprawą jest również klimat tej książki. Większość zdarzeń ma miejsce w starym i dość ponurym domu Crawfordów. Akcja rozwija się naprawdę bardzo powoli, jednak cały czas czuć, że coś wisi w powietrzu i czytelnik tylko czeka aż dowie się o co chodzi. I to rozwiązanie akcji było po prostu dobre. Wyjaśniło wiele rzeczy, ale również pozostawiło z kolejnymi pytaniami, przede wszystkim co było prawdą, a co nie? Nie będę ukrywać, że znajdziecie tutaj naprawdę sporo scen erotycznych, ja osobiście za nimi nie przepadam, dlatego z początku nie podobała mi się ta książka, przeglądając opinie innych czytelników znalazłam kilka, którym również to przeszkadzało. Nawet nie sądziłam, że coś może zmienić mój wyrok, jednak okazuje się, że właśnie temu zakończeniu się to udało, po dobrnięciu do ostatnich stron wszystko się ładnie ułożyło i powstała spójna historia. Jest to zdecydowanie jeden z tych przykładów, które udowadniają, że warto czytać do końca.

Jeśli chodzi o bohaterów, to pewnie nikogo nie zaskoczy, że raczej się z nimi nie polubiłam. W końcu autorka przedstawia ich w ludzki, niewyidealizowany sposób, nie zapominając również o tej mroczniejszej stronie. Śledziłam ich losy z pewnym zażenowaniem, ale i z zaciekawieniem, które znacznie się powiększyło pod koniec tej historii. 

Nie wiem czy autorka użyła jakichś typowych thrillerowych szablonów, nie wiem czy takie zakończenia to chleb powszedni w tym gatunku,  jednak zdecydowanie mogę przyznać, że jest to naprawdę specyficzna lektura, o której nie zapomnę tak szybko. Nie mogę jej polecić z czystym sumieniem, bo zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy będą w stanie dobrnąć do końca, a to jest właśnie najlepsze co ma do zaoferowania ta książka. Dlatego jeśli już się skusicie, to nie odkładajcie jej, a końcówka powinnam Wam to wynagrodzić.

Książka bierze udział w wyzwaniu Olimpiada Czytelnicza 

Komentarze

  1. Jestem bardzo ciekawa tej książki! Uwielbiam książki Colleen i uwielbiam thrillery :D Chociaż mimo wszystko trochę się boję, jak w porównaniu z jej świetnymi romansami wypadnie thriller.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. :P Romansu tutaj też trochę jest, ale jej typowych romansów nie czytałam, więc nie mam porównania. ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Za każdy komentarz dziękuję!

Warto zajrzeć!

Rozważna czy romantyczna?

Czy też macie wrażenie, że istnieje klątwa, która sprawia, że po znalezieniu perełki i sięgnięciu po inne książki tego samego autora, odczuwa się głównie rozczarowanie, bo nic nie jest w stanie dorównać tej pierwszej? Miałam tak między innymi z Matthew Quickiem, kiedy już dwa lata temu sięgnęłam po "Wybacz mi, Leonardziej", która była świetną, naprawdę świetną, książką. Więc chcąc znaleźć kolejne takie świetne książki przeczytałam wszystkie inne wydane w Polsce spod jego pióra, a były ich aż cztery (!). Nie zrozumcie mnie źle, one były naprawdę w porządku, ale TYLKO w porządku. Pewnie zastanawiacie się czemu wspominam o tej historii teraz, skoro post ma dotyczyć książki zupełnie innego autora. Już śpieszę z odpowiedzią, z Jane Austen sytuacja wygląda naprawdę podobnie. Moją przygodę zaczęłam od "Dumy i uprzedzenia" i to były jeszcze czasy, kiedy do klasyków podchodziłam z dużą rezerwą (co ciekawe miało to również miejsce dwa lata temu, wtedy był dobry rok mojej cz…

Najbardziej pokręcona zagadka kryminalna, z którą miałam okazję się zapoznać!

Coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że jednak mam nosa do książek. I pewnie dlatego tak rzadko trafiam na potworki. "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" Taylor Jenkins Reid wpadło mi w oko jakiś czas temu i czułam, że mi się spodoba. Sięgnęłam i się zdecydowanie nie rozczarowałam (a pewne wymagania były), o czym możecie poczytać tutaj. "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuarta Turtona też już jakiś czas było na moim celowniku, a tak bardzo byłam ciekawa tej historii, że sama postanowiłam ją zakupić, i co? Zdecydowanie nie żałuję.

20 książek na 2020 rok

Pora na trzecią edycję mojego własnego wyzwania (a także na pierwszy post w nowym roku!), w którym tworzę listę książek, z którymi chciałabym się bliżej spotkać w danym roku. Jeszcze nigdy nie udało mi się skreślić wszystkich pozycji z danej listy, ale z dwuletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie do końca o to w tym chodzi. Wielką frajdę sprawia mi samo przejrzenie listy "Chcę przeczytać" i wybranie z niej pozycji, po które naprawdę chciałabym sięgnąć, ale ciągle coś innego przykuwa mój wzrok w bibliotece. Innymi słowy, wiele z tych książek chcę przeczytać od dawna, ale nie mogę się zebrać, a takie wyzwanie jest bardzo pomocne w momentach, kiedy mam zupełnie pustą głowę i nie wiem po co chciałabym sięgnąć. Nie przedłużając zapraszam do czytania.