Przejdź do głównej zawartości

"Nieskończone światy Jane" Kristin Cashore

Kiedy "Nieskończone światy Jane" trafiały na półki w polskich księgarniach w lutym tego roku, natrafiłam na naprawdę bardzo pochlebne recenzje. Tak  bardzo, że stwierdziłam, że ta pozycja spodoba mi się i chciałam mieć ją na półce. Kiedy nie dostałam jej w prezencie z okazji urodzin, nie spodziewałam się, że tak szybko do mnie trafi, zaskoczenie spotęgował fakt, że znalazłam ją w bibliotece (taka świeżynka!).

Tytuł: Nieskończone światy Jane
Autor: Kristin Cashore
Liczba stron: 464
Kategoria: młodzieżowe
Wydawnictwo: Jaguar

Od śmierci rodziców Jane mieszka ze swoją ciocią Magnolią, która podróżuje po całym świecie i zajmuje się fotografią. Niestety opiekunka głównej bohaterki nie wraca z jednej z wypraw, a trochę czasu po tym zdarzeniu Jane spotyka swoją niewiele starszą korepetytorkę Kiran, która zaprasza ją na galę do Tu Reviens. Jane zgadza się, bo obiecała cioci, że nie odrzuci zaproszenia do tej posiadłości. Nie zdaje sobie sprawy, że ta decyzja zmieni jej życie.

Pewnie zastanawiacie się czym przykuła moją uwagę ta pozycja (uprzedzam, że nie jest to zasługa tej błyszczącej okładki!). Przyznam, że bardzo zaciekawił mnie wątek alternatywnych światów. "Nieskończone światy Jane" składają się bowiem ze wstępu i pięciu historii wynikających z różnych wyborów tytułowej bohaterki. Historie te bardzo się od siebie różnią, jedne można zaliczyć do fantastyki, inne twardo stąpają po ziemi, ale wszystkie razem dają pełny obraz historii.

Ogólnie książka pod względem fabularnym jest bardzo dopracowana, a wszystko koniec końców łączy się w zgrabną całość, nawet jeśli z początku wydawało się, że tak się nie stanie, bowiem kiedy Jane trafia do Tu Reviens pojawia się bardzo wiele postaci i dzieją się dziwne rzeczy - na czele z psem Jaserem stale chodzącym za główną bohaterką.

Jak wyżej wspominałam, na kartkach tej powieści przewija się bardzo wielu bohaterów. Wszyscy jednak są całkiem dopracowani i wyraziści i pomimo ich ilości, byłam w stanie ich odróżnić.

Sama Jane również nie była typową szarą myszką, bowiem wiedziała czego chce i starała się to osiągnąć. Moim zdaniem była trochę za wścibska i trochę niezrozumiałe było to, że inne postacie odpowiadały na jej pytania bądź pokazywały sekrety Tu Reviens. Pewnie długo będę pamiętać o głównej bohaterce, bo jej zainteresowania były dość nietypowe - lubiła robić parasolki! Te przedmioty również odegrały dość istotną rolę w całej fabule, a co ważne, w różnych historiach Jane wpadała na różne pomysły na parasolki.

Warto również zwrócić uwagę, że książka napisana jest w czasie teraźniejszym. Mnie przez pewien czas trochę to przeszkadzało. Kiedyś nie zwracałam większej uwagi na to, w jakim czasie napisana jest książka, ale gdy dowiedziałam się, że jedna z moich koleżanek nie czytuje powieści napisanych w czasie teraźniejszym, zdałam sobie sprawę, że to też ma pewne znaczenie.

Podsumowując, książka nie spełniła moich oczekiwań i mam wrażenie, że momentami nawet trochę mnie nużyła. Nie jest to jednak pozycja zła, po prostu moje oczekiwania były zbyt duże. "Nieskończone światy Jane" to książka dobra, a wręcz bardzo dobra, dlatego jeśli szukacie czegoś w klimatach światów alternatywnych to spokojnie możecie sięgać, ale nie oczekujcie, że będzie arcydziełem, bo lepiej zaskoczyć się pozytywnie aniżeli negatywnie.

 Książka bierze udział w wyzwaniu Olimpiada Czytelnicza.

Komentarze

  1. A ja bardzo lubię książki napisane w czasie teraźniejszym szkoda że nie spotykam ich zbyt często (od dawna żadnej nie czytałam) :(myślę że w takim razie dam szansę nieskończonym światom Jane i będę pamiętać żeby nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ostatnio ja też nie trafiam na książki napisane w czasie teraźniejszym, więc Spróbuj sięgnąć po Nieskończone światy Jane, a nuż Ci się bardziej spodobają niż mnie. :P

      Usuń
  2. Mi się a powieść bardzo podobała poza jednym zakończeniem - tym ze światami alternatywnymi dosłownie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie całość była w porządku, ale mam wrażenie, że trochę za długie to wszystko było, spodziewałam się też, że szybciej nadejdzie moment podejmowania decyzji. ;)

      Usuń
  3. Mnie intryguje ta okładka, nie wiem czy mi się podoba czy nie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka rzeczywiście ciekawa, zawsze możesz spróbować, bo powieść nie jest zła, ja po prostu nastawiłam się na naprawdę coś wspaniałego. ;)

      Usuń
  4. Szkoda, że się zawiodłaś... Już myślałam, że będzie to coś wyjątkowego, a przypuszczam, że skoro książka Cię nużyła, to w moim przypadku byłoby podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, naprawdę spodziewałam się czegoś rewelacyjnego, ale koniec końców nie było źle, za dużo po prostu oczekiwałam. :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Za każdy komentarz dziękuję!
Staram się odwiedzać wszystkich moich czytelników!

Warto zajrzeć!

"Duma i uprzedzenie" Jane Austen

Wybaczcie mi moją długą nieobecność, to miejsce wciąż sprawia mi wiele radości i nie zamierzam go opuszczać, ta długa nieobecność wynikała raczej z mojego dość słabego gospodarowania czasem wolnym. Na szczęście rok szkolny ma się ku końcowi, więc więcej czasu na czytanie i inne przyjemności przybywa! Dziś chciałam Wam opowiedzieć o książce znanej, ale nie przez wszystkich czytanej, a szkoda, bo bardzo dobrej. 

Najbardziej pokręcona zagadka kryminalna, z którą miałam okazję się zapoznać!

Coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że jednak mam nosa do książek. I pewnie dlatego tak rzadko trafiam na potworki. "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" Taylor Jenkins Reid wpadło mi w oko jakiś czas temu i czułam, że mi się spodoba. Sięgnęłam i się zdecydowanie nie rozczarowałam (a pewne wymagania były), o czym możecie poczytać tutaj. "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuarta Turtona też już jakiś czas było na moim celowniku, a tak bardzo byłam ciekawa tej historii, że sama postanowiłam ją zakupić, i co? Zdecydowanie nie żałuję.

Antybohater w literaturze dziecięcej

Mieliście tak kiedyś, że za dzieciaka nie sięgnęliście po zachwalaną serię, bo nie mieliście pojęcia, że istnieje, i wiedząc, że wielu ludzi zaczytuje się w niej po dziś dzień, postanowiliście zrobić to teraz? Ja miałam tak ze Zwiadowcami i niestety rozczarowałam się. Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że to jest naprawdę w porządku historia, ale czułam to, że jest ona skierowana do młodszego czytelnika i nie potrafiłam się przy niej bawić. I myślę, że gdybym czytała ją parę lat wcześniej albo teraz po raz drugi, z sentymentem, to mogłabym być kolejną fanką Johna Flanagana. I sądziłam, że nie znajdę nic w literaturze dziecięcej, co by przypadło mi do gustu, jednak dzisiaj przychodzę z dowodem na to, że da się napisać książkę dla dzieci, która oczaruje dorosłych.
Dodam jeszcze, że od Brandona Sandersona nic innego nie czytałam, więc nie znajdziecie tutaj żadnych porównań do innych jego dzieł, ani nic w tym stylu. Postanowiłam zacząć właśnie od tej serii przygodę z nim, bo nie łączy się ona…